niedziela, 16 maja 2010

Szlakiem Piastowskim

W minioną sobotę odbył się III Bieg Piastowski. Bieg ten to półmaraton, start w Kruszwicy (obok wieży znanej z legendy o królu Popielu), a meta w Inowrocławiu. Jako, że meta biegu zlokalizowana była w moim rodzinnym mieście, a wpisowe to 0 zł, musiałem w końcu w nim wystartować ;).

Najpierw rano (jeszcze w Inowrocławiu) odebrałem numer i chip w biurze zawodów i udałem się do jednego z autobusów, który przewiózł nas na start. W tle słyszałem wystrzał z armaty (na zdjęciu w całej swojej krasie), jako znak rozpoczęcia imprezy (strzały były jeszcze dwa - na rozpoczęciu biegu w Kruszwicy i na zakończenie imprezy). Jak co roku strzelał mój ojciec, jako przedstawiciel jednego ze sponsorów, tylko nie wiem skąd oni wzięli tą armatę ;). W autobusie do Kruszwicy (jechaliśmy bardzo szybko, może kierowca też chciał pobiec ;)) uciąłem sobą krótką pogawędkę z innym biegaczem - opowiadał o mającym się niedługo odbyć biegu w Bydgoszczy po bardzo fajnych terenach (7,5 km), ale nazwy nie pamiętał, trzeba będzie sprawdzić co to za bieg.

Krótka rozgrzewka w Kruszwicy nad jeziorkiem, bardzo fajne widoczki, choć jak wiadomo pogoda w weekend fatalna - mieliśmy jednak szczęście przez całą imprezę nie spadła kropla deszczu. Godzina 10.00 wystrzał z armaty i wszyscy ruszyli (wystartowało około 420 osób, podobno nigdy nie było tylu ludzi, choć ja miałem numer 463 więc pewnie jeszcze więcej się zgłosiło). Trasa okazała się nie taka łatwa jak sądziłem - kilka dużych podbiegów, podmuchy wiatru, ale znów udało się pobić rekord (tym razem tylko o minutę ;))- 1:43:05. Na mecie każdy dostał medal z sentencją "Vincit qui se vincit" - sami sprawdźcie co to znaczy ;), koszulkę, dodatkowo było picie i jedzenie (woda, banany, czekolada, parówki, bułki). Na mecie czekała na mnie też matka z charcikami włoskimi ("tylko" dwoma zważywszy że w hodowli ponad 10).


Biegli też Darek z Krzyśkiem (Wiola została w Wawie), ale jakoś nie mogłem ich znaleźć ani na starcie, ani na mecie. Niestety był jeden zgrzyt organizacyjny - na punktach z wodą (co 5 km) były tylko dwie osoby i nie nadążały z rozlewaniem, trzeba było trochę czekać.

Generalnie bardzo polecam imprezę, może warto zaklepać sobie ją w przyszłorocznym kalendarzu biegowym :).

PS Po raz pierwszy biegłem z Forerunnerem 305 - na mecie pokazał, że przebiegłem ledwie 16 km.

Mój pierwszy krótszy Kierat

W tym roku przeszłam tylko 23km, czyli zakończyłam swój marsz na trzecim punkcie. A objawy mam jak po 80km. Mój operowany staw skokowy nawet nie spuchł w stabilizatorze i wysokim bucie górskim, ale zabrakło mi kondycji ...i mięśni. Jest mi oczywiście bardzo przykro z mojego wyniku i nawet na trzecim punkcie uroniłam łezkę żalu, ale cały czas sobie powtarzam, że w końcu dwa tygodnie temu odstawiłam kule :) Gratulacje dla całej ekipy, która walczyła!

czwartek, 13 maja 2010

Kierat Live

Może Mazowiecka Piętnastka?

Wszystkie biegi w jakich brałam dotychczas udział były w Warszawie, więc pozwolę sobie na zareklamowanie imprezy, która jest gdzieś w moich okolicach;) Może ktoś chciałby pobiec w Mazowieckiej Piętnastce, która będzie 30.05 w Mińsku Mazowieckim? Ja nigdy jeszcze 15km nie przebiegłam, więc jeśli pobiegnę i dobiegnę to będzie "życiówka";)
Więcej info na: http://www.mazowieckapietnastka.pl/

wtorek, 11 maja 2010

get ready for kierat

trema jest, a nawet nie trema tylko nerwy. byłoby super gdyby udało się ukończyć
siedze wlasnie nad lista tą przez Pawla spreparowaną i myślę co z tego mi sie przyda:
- Talk do innych miejsc wrażliwych, podobno do jednego i drugiego dobry jest Sudocrem dla niemowląt. Nie mam - może kupię ten sudokrem
- Skarpety przeciw odciskom (w Decathlonie ok 45 zł), jak dobre i dobre buty to drugiej pary się nie bierze, bo jak raz się noga ułoży i wszystko jest ok. to lepiej do mety nie ruszać. Skarpety na zmienę biorę, ale nie dorobiłam się takich specjalnych jeszcze.pytanie tylko ile...3-4 pary chyba
- Folia NRC.
- Strój odpowiedni do pogody, foliowy lekki płaszczyk przeciwdeszczowy. Płaszczyk może uda mi sie dokupić. ten na zdjęciu mi się spodobał ;)i żeby w nocy nie było za zimno ...
- Ja piję z butelek 0,5 litra. Na 50 km powinno wystarczyć: 0,5 powerade lub izostaru, 0,5 l wody, 0,5 l coca coli lub pepsi (zależy co komu lepiej smakuje). Biorę colę i izotonik, reszte będę uzupelniac w GSach
- Zapychacze (zakupiłam po 2 batoniki węglowodanowe, kanapki moje ukochane z serem biorę, i biszkopty)
- Czołówka i zapas baterii.
- Okulary przeciwsłoneczne.
- Torebka foliowa na mapę.
- Czapeczka.
- Plastry na odciski. Tylko żelkowe (Compeed) - naklejamy od razu jak tylko coś zaczyna piec a nie jak już nie możemy chodzić. Biorę te co Kasia mi dała (Kate - nie oddałam Ci za nie kasy:/)
- 2 x 10 zł w papierku - lekkie a z 50 zł to czasami w GS-ie nie mają wydać bo za grube. No chyba że ktoś potrzebuje jeszcze na taksówkę. kasę chce mieć - na uzupełnienie zapasu coli, ewentualnie inne zachcianki (+taxi)
- Torebeczka na pieniądze, dowód osobisty, jedną kartę kredytową, dowód rejestracyjny samochodu i kluczyki
- Plecaczek
- na zimniejsze noce lub przymrozki buff-stuff czy jakoś tak, na szyję lub głowę
- telefon z GPS (na Kieracie oficjalnie będzie można używać) i zapisanymi numerami do taksówek w okolicy. Taksówek nie mam - ale jakby coś będę dzwonic do Was :-)
- mokre chusteczki
- krem do stóp
- krem do ust

- dobry humor??? :)
Dorota, Janek, Pawel, Michał,

co jeszcze????

piękni, młodzi, wściekli, szybcy i fotogeniczni

czyli ciąg dalszy (foto)relacji ekidenowych :-) poniżej linki do zdjęć na fotomaraton.pl :
CIEKAWOSC
PRZYJEMNOSC
SZYBKOSC
ULOTNOSC
WOLNOSC
fajne te fotki :) fotomontaż obok ze zdjęć z portalu: maratonczyk.pl
zebrane tu,
dodatkowe zdjecia miedzy innymi z fotomaratonu w lepszej rozdzielczosci tutaj na Rafalowej picasie
i jeszcz zdjecia na na picasie Karoli (w tym z fotomaratonu druzyn Wolnosc i Ulotnosc)


poniedziałek, 10 maja 2010

Ekiden 2010

Niech ktoś napisze coś o naszym zajefajnym występie na Polach Mokotowskich

Półmaraton Dąbrowski

Pogoda dopisała. Na początku trochę kropiło (szkoda, że nie pod koniec). Ja zgodnie z założeniami po Silesii pojechałem trochę "potruchtać" i dotrzymać towarzystwa Natalii. Cały czas utrzymywaliśmy równiutkie tempo. Ci, którzy na początku pognali zbyt szybko, na ostatnich kilometrach już ledwo powłóczyli nogami. A my zgodnie z założeniami: powoli do przodu. Na 2-3 km przyłączył się do nas chłopak z Dąbrowy. Zapytał: o, widzę, że biegniecie spokojnym tempem, mogę się do was przyłączyć? Odpowiedzieliśmy: oczywiście. Ok. 15km odpadł. Długo biegł z nami również 64-latek (pełen szacun). Ale na końcówce, gdy zaczęły się podbiegi i on się z nami pożegnał życząc nam powodzenia. A na ostatnim kilometrze kibicowała nam Agnieszka Gortel (zwyciężczyni półmaratonu wśród kobiet).
To był bieg Natalii. Chciała odkuć się po Silesii, gdzie problemy żołądkowe trochę pokrzyżowały jej plany. I się udało. Życiówka i poprawa wyniku o ok. 3min a generalnie w tym roku na tym dystansie o ok. 8min. Gratulacje! :-)))
Organizacja świetna. Praktyczne bez kolejek. Wspaniała oprawa imprezy na nowoczesnej pięknej hali sportowej. Przejazd na start konwojem autobusów prowadzonym na sygnałach przez straż miejską. Piękna trasa prowadząca pomiędzy zalewami. Na mecie pyszne gorące jedzonko. Bardzo dużo nagród dla zwycięzców (w kategoriach wiekowych do szóstego miejsca, co się chyba nigdzie nie zdarza) i dla pozostałych uczestników. Jedynym minusem było to, że nas nie wylosowali ;-)
A to wszystko za zupełną darmochę!!!
Impreza godna polecenia!

Harpagan 39 by pawel65


Harpagan 39 by pawel65 at Garmin Connect - Szczegóły

Z Harpagana 39 najważniejsza nauka to: nie wierz do końca koledze, który jest nawet specjalistą w danej dziedzinie a startuje razem z tobą.
Miało nie padać, a temperatura około 10 C w nocy. Taką informacja była podana na 2 godziny przed startem w internecie, potwierdzona ustnie przez meteorologa.
Nad ranem były 4 C (para leciała z ust) i podało około 5 godzin. A kurteczka gore-tex owa została spokojnie w samochodzie. Na szczęście miałem w 10l plecaku trochę miejsca i wrzuciłem cienki polarek, który mogłem założyć jak przestało o 3 rano padać.
No i jeszcze skarpetki przeciw bąblowe jednak się zużywają i po kilku startach warto je zmienić na nowe. Czy 4 odciski znikną do piątku? Zobaczymy.
No i wynik:
na 1 pkt- 3 miejsce, na 2 pkt 250 - miejsce (tragedia o 1 h za długo), wyjście na 2 pętlę na 34 pozycji, ostatecznie 10 miejsce na 357 zawodników. Czas 20h 19 minut,
Czyli sprawdziło się że prawdziwe ściganie zaczyna się po 70 kilometrze. A ja przeszedłem w końcu ich około 125.

sobota, 8 maja 2010

plany jesienne

Jarka post poniżej i rozmowa dzis po bieganiu z Lilą skłoniły mnie do podjęcia otwartej dyskusji: kto chętny na Wrocław AD 2010.
Termin: 12 września; dystans (dla odmiany) 42 km :P, Startowe (płatne do 30.06) - 60 pln (btw osoby z Wrocławia i Dolnego Śląska płacą do końca maja tylko 30 pln - fajna promocja dla ziomali).
Wiadomo: biegnie wtedy Jarek robiąc sobie samemu prezent na 42 urodziny (super pomysł swoją drogą). Przyznam się: nie wiem czy zdołam się przygotować tak jakbym chciała(albo inaczej: wiem, że nie zdołam bo aż tak nie potrafię się na treningu biegowym skupić, skoncentrować i mu poświęcić), ale ogromnie kusi mnie, żeby pobiec ze względów towarzyskich:D

SILESIA MARATHON 2010

No dobrze, póki co, to krótka relacja po debiucie:
Jak dla mnie to wyjazd był udany. W końcu to mój debiut w maratonie! Połówkę biegłem razem z Natalią, czyli robiłem za zająca. Niestety Natalia też miała problemy żołądkowe więc nie udało się osiągnąć zamierzonego czasu. Ale i tak mimo problemów zrobiła życiówkę! A ja pobiegłem dalej. Niestety chyba za bardzo chciałem nadrobić "stracony" czas i następne 14 kilometrów goniłem zbyt szybko. Chyba przed 30 kilometrem miałem okazję poznać łoza i po wymianie uścisków dłoni pogalopowałem dalej. Kryzys przyszedł ok. 7-6 km przed metą. Było ciężko ale udało mi się złapać drugi oddech i na ostatnie 2 km włączyłem szósty bieg i długi finisz wyszedł mi całkiem nieźle. NIE PADŁEM NA MECIE! Schody...kto to cholerstwo wymyślił!? Udało mi się doczłapać do depozytu, potem masaż, żurek, piwko i do wozu. Natalia dowiozła nas szczęśliwie do domu. Wystarczy. Dobranoc.
Będzie więcej. A może uda mi się namówić Natalię do opisania swoich przeżyć z trasy półmaratonu :-)
Na razie szykujemy się na kolejny w Dąbrowie Górniczej.

piątek, 7 maja 2010

Nudno troche, wszyscy tylko o zyciowkach i biegach. Nikt juz chyba nie ma czasu na zdrowe szyderstwo. Dlatego pozwole sobie zacytowac strone obozybiegowe.pl:
"Tak zakończył się obóz zimowy. Ale świeżo nawiązane kontakty, przyjaźnie, poczucie mocy w nogach sprawiają, ze większość osób pyta, czy latem też będzie taki obóz? A czy coś będzie w ciągu roku?"
... tak tak, to o tym obozie. I powinniscie pojechac na letni ponieważ :

"Jakie są najmocniejsze punkty Waszego obozu? Dlaczego miałabym/miałbym wybrać właśnie ten? Za najmocniejsze punkty naszej propozycji uważamy:

  • Spotkania indywidualne, mające na celu analizę stanu aparatu ruchowego"
czyli, dla przypomienia z casusu Lili.
" - Jak dalej bedziesz tak biegala to kontuzja gwaratnowana"
no i ona biega a ja mam kontuzje... nic tylko jechac na oboz

czwartek, 6 maja 2010

niedziela ...

Jak tam mobilizacja przed ekidenowa? wszyscy w formie?

wtorek, 4 maja 2010

rajd unijny ...

rajd unijny, 55km (a miało byc 50:/) po górach swiętokrzyskich w komplecie + pies, w limicie, z fanfarami na mecie - zaliczone ;-)
czyli była okazja, żeby zweryfikować na żywych organizmach listę Pawła ... co się przydało co nie, czego zabrakło, etc ... Wiecej zdjęc do obejrzenia TU.
Mi sie podobalo, dużo śmiechu, sporo deszczu :P, aha i jak Michał (który na mecie czekał na resztę ekipy jakies 6 godzin,hihihi) pisał: "jeszcze 2,5 górki przed Wami" to oznacza jakieś 5 do 6 podejść ;)
z ważniejszych: test butów pod Kierat zrobiony. Saycouny spisaly się srednio ale bez tragedii (szybko s
chły po deszczu to na plus) więc nie będę robić nerwowych zakupów, domęczę je za 2 tygodnie ;)

piątek, 30 kwietnia 2010

Cieszyńska dziesiątka

Nie jest dobrze. Upał a start o 12.00. Trasa północ południe czyli albo słońcem w twarz, albo w plecy. Trzeba założyć okulary i koniecznie coś na głowę.
Idziemy spacerkiem trasą biegu (5 bardo malowniczych pętli po 2 km). To nasz pierwszy start zagraniczny (chociaż tylko w połowie). Na moście granicznym ustawiają punkt z wodą - to małe pocieszenie, bo wodopój wypada na każdej rundce czyli co ok. 2km. Ale też co dwa kilometry ok. 300-metrowy podbieg. Jeszcze tylko rozgrzewka na stadionie i powoli idziemy na linię startu.
Strzał. Biegniemy. Najważniejsze, żeby nie dać ponieść się emocjom. Niestety początek trochę za szybko. Zwalniać? Może nie. Trzeba utrzymać tempo. Mijają kolejne rundy. Na trzeciej zaczynają mnie dublować ci co przyjechali tutaj nie dla zabawy. Trochę to dołujące. Biegną za szybko. Mała kalkulacja w myślach: czy zdążą zdublować po raz drugi. Wydaje się, że nie. Kolejne kółko. Teraz to ja zaczynam dublować tych co przyjechali się bawić jeszcze lepiej ode mnie ;-) Niestety jednocześnie nadal i ja jestem dublowany. Znowu mała kalkulacja: na ostatnim okrążeniu już nie powinni mnie dublować - chyba, że z rozpędu zamiast pobiec do mety zrobią jeszcze jedną rundkę ;-) Na ostatnim moście granicznym mijam sporą grupkę. To dodaje mi sił na finisz. Meta. Jest dobrze! Życiówka!

Medal, woda, zdjęcie chipa... i oczekiwanie na Artura (organizator Biegu Opolskiego) i Natalię. Po ok. minucie na metę wbiega Artur. Po kilku następnych Natalia. Głośno ją dopingujemy, przyłącza się do nas gościu z mikrofonem: NATALIA! NATALIA! Natalia z klubu: Biegam bo lubię! Szybko! Jest niesamowita. Czas zdecydowanie lepszy niż w Poznaniu, gdzie trasa i pogoda była znacznie łatwiejsza! Medal już na szyi. Pomagam jej zdjąć z kostki chipa. Koniec.
Jeszcze tylko po rzeczy z depozytu, kąpiel i ... piwko. Niestety ja prowadzę :-(
A za tydzień Silesia...

czwartek, 29 kwietnia 2010

jak przygotowania do Silesii?

Jarek, Natalia - jak przygotowania do Silesii??
Jarek jak forma przed poniedziałkiem? Natalia robisz atak na obecną wiosnówkę??

wtorek, 27 kwietnia 2010

Co się może przydać na 50-tkę lub 100-tkę

Zmobilizowany przez Karolinę piszę co zawsze biorę na dłuższe wyprawy biegowo-marszowe. Zaczynając od najważnieszych dla mnie:
1. Buty o 1 nr większe niż zwykle, lekkie.
2. Zielona maść z Decathlonu (ok. 11 zł)na odciski do stóp,
3. Talk do innych miejsc wrażliwych, podobno do jednego i drugiego dobry jest Sudocrem dla niemowląt.
4. Skarpety przeciw odciskom (w Decathlonie ok 45 zł), jak dobre i dobre buty to drugiej pary się nie bierze, bo jak raz się noga ułoży i wszystko jest ok. to lepiej do mety nie ruszać.
5. Majtki bezszwowe, podkoszulka najlepiej też, oddychające.
6. Leginsy lub inne spodnie długie lub krótkie do kolan aby nie obcierały się uda. Generalnie zawsze dobrze jest mieć długie spodnie bo jeżyny czy pokrzywy zawsze na drodze się znajdą.
7. Folia NRC.
8. Kompas sprawdzony, co zawsze północ pokazuje.
9. Strój odpowiedni do pogody, foliowy lekki płaszczyk przeciwdeszczowy.
10. Ja piję z butelek 0,5 litra. Na 50 km powinno wystarczyć: 0,5 powerade lub izostaru, 0,5 l wody, 0,5 l coca coli lub pepsi (zależy co komu lepiej smakuje). Izotonik pijemy na początku gdy jeszcze "wchodzi". Potem woda z colą. Bukłak mimo wszystko waży, a butelkę można wyrzucić. Po za tym z bukłaka smak wody zawsze mi czymś zajeżdza co było wcześniej. Trudno go domyć.
11. Zapychacze - mi najlepiej smakuje mleczko słodzone w tubce, jakieś 1-2 batony i sezamki z 3 szt. Banan w torebce, bo zawsze się rozklapcia. Do tego kawałek kabanosa lub myśliwskiej jak słodyczy mam już dość. Kanapka z kajzerki też jest lekka i pączek najlepszy na mrozy bo w środku nigdy nie zamarza. Więcej i tak nie da rady się zjeść.
12. No i na ciężkie sytuacje Turbosnack Nutrendu, czasem się przydaje gdy już nic się nie chce. Daje kopa !!!
13. Czołówka i zapas baterii. Na Skorpionie miałem świeżo naładowane akumulatorki. Po godzinie wysiadły, gdyż jak potem się okazało, ładowarka akurat się zepsuła i wskazywała, że są naładowane.
14. Okulary przeciwsłoneczne.
15. Torebka foliowa na mapę.
16. Czapeczka.
17. Plastry na odciski. Tylko żelkowe (Compeed) - naklejamy od razu jak tylko coś zaczyna piec a nie jak już nie możemy chodzić.
18. 2 x 10 zł w papierku - lekkie a z 50 zł to czasami w GS-ie nie mają wydać bo za grube. No chyba że ktoś potrzebuje jeszcze na taksówkę.
19. Torebeczka na pieniądze, dowód osobisty, jedną kartę kredytową, dowód rejestracyjny samochodu i kluczyki(jak ukradną samochód to PZU nie zwróci ubezpieczenia jak tego nie pokarzemy). Portfel i resztę dokumentów zostawiamy bo też potrafi ważyć z moniakami 0,5 kg.
20. Zegarek, i torebka foliowa na kartę.
21. Plecaczek oczywiście jak najmniejszy, 10l powinno tu wystarczyć.
22. No i na zimniejsze noce lub przymrozki buff-stuff czy jakoś tak, na szyję lub głowę.
23 No i oczywiście podstawa to telefon z GPS (na Kieracie oficjalnie będzie można używać) i zapisanymi numerami do taksówek w okolicy.

W sposób luźny i dość dowolny napisałem ale mam nadzieję że wszystko.
A dla Ilony w wyposażeniu dodatkowym rekomenduję oprócz buli, piłkę lekarską 10 kg w zestawie z hantlami stalowymi, powlekanymi gumą(żeby nie zardzewiały od trzymania) gratis.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Logistyka przed Unijnym 50km, 1/05/2010

Ilona, Karol, Zdzisiu, Michał - czy robimy jakieś ustalenia logistyczno bagażowe na Maraton Unijny w najbliższy weekend? Jakieś pomysły co koniecznie trzeba zabrać?
Mi na szybko do głowy przychodzą następujące rzeczy:
plecak ofkors, bukłak na picie, skarpety na zmianę, plastry na odciski, ewentualnie igła do przekłuwania tychże (hi hi hi), kurtka (lub coś) od deszczu, okulary słoneczne, wazelina / talk (mi się b. przydał w zeszłym roku) i jakiś kapelinder na głowę.
Prowiant typu banany, batoniki, może jakieś kanapki.

I co jeszcze, co jeszcze?

Czy ktoś widział prognozę pogody na ten weekiend już może?

niedziela, 25 kwietnia 2010

STR Choszczówka

Jako że choroba mnie zmogła i nie biegałam w ten weekend to miałam okazję powyżywać się jako fotoreporter. Poniżej dokumentacja zdjęciowa z dzisiejszego ekoBiegu na Choszczówce rozgrywanego w ramach cyklu: Salomon Trail Running. Z punktu widzenia obserwatora i kibica powiem: było super! Biegowo wszyscy się spisali i zrobili plan. a po biegu zgarnęliśmy kilka nagród. Pogoda jak marzenie. nie chciało się wracać z lasu do wawy. ale niech się biegnący może lepiej wypowiedzą ;)
Trzymaliśmy też kciuki za dzisiejszych krakowskich maratończyków: Wiole, Darka i Rafała, oraz z Natalię i Jarka, którzy ścigali sie na dyszkę w Cieszynie.