Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieg Truskawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieg Truskawki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 czerwca 2009

Truskawkowe foto by Doris

Mamy trochę fajnych zdjęć na maratończyk.pl (wybralam po jednym, ale jest więcej):

truskawkowe szaleństwo :)))

I znowu las, a jak las to leśne ścieżki, nie zawsze ubite, czasem piaszczyste, czasem pod górę :) Brrr, przy życiu trzymała mnie jedna myśl: "dasz radę, na Wesołej Stówce było dużo gorzej" :) Generalnie wiem juz jedno - nie lubię sie scigać w lesie! W lesie to ja sobie mogę pospacerować w miłym towarzystwie, pojeździc na rowerze, ewentualnie jakiś niezobowiazujący trening "popełnić", ale startować nie lubię i juz!!! :) Jednak II Bieg Truskawki, choć momentami, trudny, był bardzo udany - ze względu na atmosferę, doborowe towarzystwo, fajne koszulki i opaski, które robiły furorę :) i pogodę, bo co by nie mówić - na biegu mielismy super pogodę. No i finisz baaaardzo mi sie podobał - to, ze wbiegaliśmy we trójkę na metę, trzymając sie za ręce mocno mnie zmotywowało, bo pewnie, gdybym finiszowała sama odpuscilam tempo, a tak nie dało rady, bo Arek z Karolą tak mocno ciągnęli, ze gdybym nie dotrzymała im kroku pewnie bym nosem metę zorała :)))

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Mój truskawkowy bieg

Ja, w odróżnieniu od większości z Was, uważam, że trasa była ciężka :-) Szczególnie między 5. a 7. kilometrem, bo było dużo górek, a jeszcze daleko do mety.
Moją mantrą było: "Jest pod górkę, więc za chwilę na pewno będzie z górki!" :-)

No nie znaczy, że nie uważam biegu za fajny. Super atmosfera, super organizacja. Tylko szkoda, że deszcz uniemożliwił przedłużenia pobytu o mały piknik. Przepraszam że go wywołałem ;-)

P.S. Miał się też pojawić podobno Artur, ale okazał się tylko "netowym napinaczem" :-)

niedziela, 31 maja 2009

truskawkowe hormony zapomnienia

z dzisiejszego truskawkowego biegania wyłowiłam myśl jaka padła głośno, tuż po starcie jak jeszcze w miarę zwartą grupą bieglismy (chyba tylko Mikołaj już sie teleportował na jakis dalszy kilometr): "jak dobrze jest być pragnieniem a nie spritem". Fajne, co? Będę dziś zasypiać myśląc o tym....

Refleksja #2: to co uwielbiam w tym sporcie, to unoszące się na mecie hormony zapomnienia: bez względu jak ciężko się biegło, ile uderzeń serducha pokazywał pulsometr, i ile razy w ciagu biegu zdarzyło mi sie pomyśleć: '...więcej nie biegam..." - wpadam na metę, medal mi ktoś wiesza na szyję .... i ulegam ogólnej euforii związanej z magią przekraczania linii mety. i zapominam o tym co bylo w głowie jeszcze przed chwilą... bardzo sobie cenię te niewidzialne hormony zapomnienia, które słabości i ból sprzed chwili zamieniają w energię do przenoszenia gór w przyszłości.

Bieganie, czy same już starty mają różne oblicza. Czasem wychodzi, że się ściga człowiek (sam
ze sobą, albo z innymi). Czasem pędzi niczym na złamanie karku - nie wiadomo po co. Innym razem znowu luzuje i biegnie tak bez pośpiechu, choć to niby start.
A dziś było tak jak ... lubię: wolniej, spokojniej na początku: był śmiech, rozmowy (w większym i stopniowo coraz mniejszym gronie). Po to, aby bez spięcia, ale jednak systematycznie wyprzedzać tych co z przodu. Z miłą tendencją do przyśpieszania z każdym kolejnym kilometrem ... Po wyjątkowy finisz na końcu -
nie dlatego, że super szybki - bo taki akurat nie był. Wyjątkowy ze względu na współ-finiszerów i dopingujące okrzyki i flesze bliskich ... w tym wszystkim czas i dystnas czasem po prostu nie są ważne. Ważne, żeby z odpowiednimi ludźmi móc dzielić takie właśnie chwile!
Nie widziałam wpadających Mikołaja i Pawła na metę (uppss, jakoś tak wyszło - nie żebym ich przeoczyla;-) ), ale emocje związane z finiszem 3osobowej pary 22, czy dopingiem dla Ilony, Eli, oraz Kasi i Tomka - wszystkich robiących ostatnią prostą z uśmiechami od ucha do ucha, powodują, że nie przestaje chcieć mi się biegać :-))) a bieganie w takim towarzystwie to jest dopiero frajda!
Aha - zdjęcia z II Biegu Truskawki można podpatrzeć m.in. tu
Załapaliśmy się też na symaptyczne fotki na maratonczyk.pl

Moje najdłuższe 10 km, czyli o własnych granicach możliwości :)))

Powiem Wam szczerze, ze gdybym wiedziała, ze będzie mi się tak trudno biegać - to zamiast wcinać tony truskawek może wzięłabym się za jakiś trening :))) Tak na poważnie (dla odmiany) to jest mi tak trochę refleksyjnie. A zaczęło się to jakoś kilka godzin temu w trakcie kryzysu między 5 a 6 kilometrem, kiedy to zaczęłam tworzyć testament, bo myślałam, ze właśnie mijają moje ostatnie minuty :) I tam w lesie film retrospektywny mi się zaczął, ale spokojnie.... tu nie będzie spowiedzi powszechnej :) Kapka ekshibicjonizmu jednak będzie - oczywiście w temacie biegania:) Przyznam się, ze doznałam dziś jakiegoś olśnienia i na bieganie spojrzałam z innej perspektywy. Do tej pory miałam podejście mocno z przymrużeniem oka. A dziś zobaczyłam dużą wartość w tej aktywności - mianowicie pokonywanie własnych słabości i przesuwanie granicy własnych możliwości. Niby to było prawda z cyklu oczywistych, ale do mnie osobiście dziś dotarła :) Mimo iż drugą połowę dziesiątki częściej szłam niż biegłam, to dzisiejszy bieg bardzo mnie zmotywował do ciągu dalszego. Zalezy mi tylko na tym, żeby znaleźć złoty środek między rolą pobłażliwej mamy, takiej co to mówi: "o dzieciątko ma zadyszkę, niech dzieciątko sobie odpocznie (moja dzisiejsza postawa) a tyranem, co z batem sam nad sobą ślęczy i pogania - wbrew wszystkiemu. Chciałabym się mądrze motywować i słusznie odbierać informacje od własnego organizmu -zeby stopniowo poszerzać te wspomniane już granice możliwości. Z Waszą pomocą na pewno wiele się w tym temacie nauczę :) Reasumując, moje plany biegowe na tu i teraz - następny bieg na 10 przebiec z uśmiechem na twarzy (czas nie jest dla mnie wazny, ważne żeby przebiec). A z czasem to zamierzam sie mierzyć na 5 :) tak już na poważnie zastanawiam sie jak rozciągnać tydzień, żeby jakoś wcisnąć bieganie przygotowujące do sztafety. No ale chcieć to móc, więc coś wymyślę :) Reasumując po raz drugi, dziś po raz pierwszy zobaczyłam, ze bieganie jest jednak dla mnie ( w takiej wersji trochę Ilonowej - a jednak ;p). Zapewne ma na to wpływ niesamowita atmosfera dzisiejszego biegu, mój pierwszy w zyciu medal i pierwszy w zyciu numer startowy :) za tą super atmosferę, za te koszulki, opaski a przede wszystkim Wasze towarzystwo bardzo dziękuję. Było super :) ps. zaczynam czytać Wasze wpisy tak pod kątem dydaktycznym :)