Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 100km. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 100km. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 marca 2010

Kierat wbrew nazwie to bardzo miła imprezka. Trasa zawsze ciekawa, orientacyjnie nie za trudna (ale zgubić się można). 30 godzinny limit pozwala na chwile relaksu (tu na zdjęciu w knajpie nad żurkiem z kiełbaską i jajeczkiem).
A do tego widoki wschodu słońca z Turbacza na Tatry o 3 rano - bezcenne.
Na sen najlepsza jest motywacja ( i dobre towarzystwo).
A najważniejsze aby skończyć to nie spóźnić się na start więcej niż godzinę.
P.S. Coś te zdjęcia nie chcą być tam gdzie ja chciałbym je umieścić.

środa, 1 lipca 2009

Nawigator IV 2009

W ramach przygotowań do maratonu zapisałem się na rajd Nawigator IV - w okolicach Mińska Mazowieckiego: http://www.nawigator.net.pl/lista.htm
Jest to 100km - po płaskim, więc powinno być łatwiej niż na Kieracie. Za to będzie dużo trudniej jeśli chodzi o nawigację. Punktów będzie dużo więcej, i pewnie będę szedł sam.
Chwilowo zero treningów - leczę jakąś głupią infekcję gardła. Ponieważ już mi mija od jutra wznawiam bieganie. A jak tam wasze przygotowania ?

poniedziałek, 25 maja 2009

Kierat - byle do kolejnego PK

Dojechaliśmy na miejsce dość wcześnie, udało się nam nawet zjeść obiad i zdążyć na odprawę techniczną. Po posmarowaniu magiczną maścią (Sudocrem) wszelkich wrażliwych na obtarcia miejsc i spakowaniu się stanęliśmy na starcie.
Początek nie był szybki, aczkolwiek o mały włos a byśmy poszli za sporą grupką na "skróty" do PK1, tak to jest gdy się idzie za kimś. Od PK1 powoli wyprzedzaliśmy tych, dla których podejścia nie są mocną stroną, czarne chmury były coraz bliżej aż deszcz dopadł nas na grani Łopienia. Po założeniu pałatek nie wiadomo było, kto jest to ale w miarę szybko odnaleźliśmy się, tuż przed PK2 mała zmyłka i szybki powrót na właściwą trasę (która lekko uciekała w prawo mniej oczywistą ścieżką).
Zejście na dół za PK2 już dla większości odbyło się w świetle czołówek. W PK3 zrzucenie pałatek i przebranie w cieplejsze ciuchy. Droga do PK4 w połowie po starych torach kolejowych (podobno trzeba było uważać na pociąg ... chyba jednak widmo, nie wiem kiedy ostatni raz tędy coś jechało (po badaniach znalazłem to: http://www.parowozy.pl/skansen/retro/retro2008/ więc może jednak ... ale nie o 21, i w tym roku te kursy zostały zawieszone).
Do PK5 poszliśmy inną drogą niż cała reszta - niestety nie udało nam się dzięki temu manewrowi nikogo wyprzedzić. Dalej już trochę z górki po równym podłożu, wchodzimy na grań i po raz pierwszy (niestety nie ostatni) widzimy ludzi wracających z punktu. Na szczęście wyszliśmy około 100 metrów od PK6 - podbijamy i lecimy dalej. Do świtu jest coraz bliżej, gdy schodzimy skrótem do doliny Raby możemy w końcu wyłączyć czołówki. Krótki posiłek i odpoczynek w zamkniętym barze (sklepie?) i podchodzimy ostro pod Mały Szczebel. Dochodzimy do grani, szukamy czarnego szlaku i ... okazuje się, że trzeba zejść ponad 200 metrów w dół do jaskini i PK7. Do PK8 droga wiedzie przez Szczebel, ostre podejście i paskudne zejście po kamieniach. Przy zejściu kolejna zmyłka, która kosztuje nas 10-15 min drogi naokoło.
W końcu żurek, herbata i zmiana skarpet. Zapowiada się, że będzie znowu padać, na szczęście w połowie do PK9 rozpogadza się. Za tym punktem dopada mnie kryzys, puszczam resztę grupy przodem wypijamy kupione we wsi izotoniki i wolnym krokiem ruszam za nimi. Spotykamy się w PK10, w drodze do PK11 część idziemy razem. Za PK11 wlokę się coraz wolniej, razem z paroma chłopakami wybieram wariant omijający Mogielnicę (naprawdę nie chce mi się podchodzić). Niestety błądzimy w labiryncie stokówek, których w większości nie ma na mapie, oddzielam się od nich i idę do góry w kierunku grani, ostro bez szlaku - czuję przypływ sił bo to już tak blisko końca. Trafiam w końcu na zielony szlak i dłuższą ale pewniejszą drogą dochodzę do PK12, jestem pół godziny za Dorotą i Piotrem. Schodzę drogą asfaltową w dół, moje stopy protestują, ale idę dalej. Dołączam do grupy, która idzie wariantem, który mi też chodził po głowie. Kiedy jednak trzeba podejść do góry, zostawiam ich i idę drogą na azymut - wyprzedzam ich o pół kilometra i dochodzę do PK13. Słońce powoli zachodzi gdy schodzę do Limanowej, razem ze mną idzie też grupa z psem (mijaliśmy się już od PK6). Podobno to nie pierwsza taka wycieczka czworonoga (wcześniej zaliczył Maraton Pieszy w Puszczy Kampinoskiej).
Najdłuższe są ostatnie kilometry, wchodzimy do Limanowej, na parking przed metą - oddaję plecak i kijki Dorocie i pędzę do mety. Podbijam i czas 26:59 - dzięki temu będę miał wspólne zdjęcie w niedzielę ze wszystkimi z zespołu.
Posiłek regeneracyjny jem prawie zasypiając, podróż do szkoły z Piotrem pamiętam jak przez mgłę. Szybki prysznic, zawijam się w śpiwór i zasypiam w trzy sekundy, nie przeszkadza mi zapalone światło i hałas.
Obiecuję sobie wrócić za rok i przejść całość w szybszym tempie - wiem, że muszę bardziej wzmocnić kolana i ramiona, które bolą od kijków. Kto wie, może jeszcze jedna setka w tym roku?

piątek, 22 maja 2009

Kierat - po raz pierwszy

Zanim pójdę spać ... Plecaki spakowane, mam cały czas, że nie zapomniałem niczego ważnego. Nastawiam się na dojście a nie na wynik, choć gdyby udało mi się zmieścić w 24h to byłoby dobrze. Planuję też prawie od samego początku samemu nawigować (pewnie dlatego, że zawsze sprawiało mi to przyjemność - tzn. zabawa z mapą). Jedyne czego obawiam się to odciski (mam do nich skłonność), oraz kolana, które trochę mnie pobolewają. Na pierwsze mam skarpety i igłę, na drugie kijki (po raz pierwszy). Planuję raportować pod adresem: http://blip.pl/tags/kierat09 (do jutra powinni zreperować). Spodziewajcie się krótkich opisów i zdjęć już od południa.
Czuję się całkiem dobrze - starałem się ostatnio dużo chodzić a mniej biegać, tydzień temu 30km - trzymajcie kciuki.

czwartek, 21 maja 2009

Kierat

Kochani, jestem pozytywnie podekscytowana już od kilku dni i niczym innym nie żyję. Na razie minęły wszelkie niedolegliwości po Wesołej Stówie, jednak jest jakieś małe przeziębienie, ale prawie niewyczuwalne. Dla mnie będzie taka mała celebracja, bo to już piąty Kierat. Podsumowując: 100km, maksymalnie 30h i 3500m przewyższeń. Start w piątek, o 18:00. Rok temu pierwszy raz nie miałam kryzysu nocnego, tzn. nie chciało mi się spać, ale nie wiem czy to wyjątek czy pamięć organizmu. W każdym razie - kto nie śpi, niech śle sms-y, ale proszę nie oczekiwać odpowiedzi - na to raczej nie będzie czasu :) Podobno ma padać w piątek do 20:00, a potem już nie. Nie wierzę. Poprzednie cztery Kieraty nie uchroniły się przed załamaniami pogody :)

Trzymajcie kciuki! Mam nadzieję, że uda mi się wysyłać w jakiś sposób wiadomości na bloga, może za pośrednictwem kogoś z Was?