wyprzedziłyśmy kilka osób - wyglądało to trochę jakbyśmy się wpychały, ale oni zajęli całą bieżnię. To sie nazywa walka do samego końca :) Tempo miałyśmy równe _ tzn na ostatnich 5 km chyba trochę straciłyśmy, bo już brakowało mi trochę sił, ale tak 5 km - 0:31, 10 km 1:01, 15 km 1:32 no i 21 km 2:11. Przy okazji poprawiłam swój czas na 10 i 15 km :) No ale zanim ten piękny finał nastąpił to dopadł mnie piękny kryzys. Było to na 12 km biegłam dosłownie nosem ryjąc po ziemi. a wgłowie miałam wrażenie, że płyta mi się zacięła bo cały czas słyszałam: dasz radę, dasz radę, dasz radę :) Pocieszałam się też myślą o zblżającym się punkcie żywieniowym i wyobrażałam sobie pieczonego dzika :) Na trasie towarzysko się nie udzielałam, jak mijaliśmy kibiców przypominał mi się Mikołaj z pięknym uśmiechem na zdjęciach i to, co Mikołaj pisał o uśmiechaniu. Wykrzesywałam więc z siebie siły, ba a nawet jakoś przed 18 km przybiłam piątkę z jednym kolesiem :))) miłe to było i bardzo pomagało. Na trasie o życie towarzyskie dbała Karola - bo nie dość, że zna chyba wszystkich i wszyscy ją znają :) to jeszcze sobie ucinała sympatyczne pogawędki na takim luzie :)))) Ja sie ożywiłam przed 20 km - kiedy mijali nas ludzie z medalami to do nich krzyczałam, żeby uruchomili dzwoneczki :) Na mecie mnóstwo wzruszeń, popłakałam się - sama nie wiem, czy ze wzruszenia, czy z radości, że już meta :) organizacyjnie wszystko dograne - dobre jedzonko, jakoś dla wszystkich było miejsce :)) w ogóle wyjazd był rewelacyjny!!! Wspaniałe towarzystwo, samo miasto, kolacja, herbata w naszym hotelu i czar prezentów :))) Mocno się zapisał w mojej głowie i czuję, jak jeszcze buzują myśli. Nie chce mi się wracać do rzeczywistości, ale też nic na siłę :) Dobiegłam do jakieś swojej granicy, ale też otworzyły mi się nowe przestrzenie :) Jeszcze raz dzięki wielkie za tyle wzruszeń, ciepła, wspólnej zabawy i wspólny bieg!!!! ściskam Mikołajkowo!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toruń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toruń. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 grudnia 2009
A to było tak :)))
Kiedy przybiegłam w Bełchatowie na metę z jakimś tam zapasem sił, doszłam do wniosku, że dam radę przebiec jeszcze 6 km :) Tydzień przed Półmaratonem Mikołajów biegaliśmy po lasach w Falenicy, gdzie było i dużo podbiegów i jeszcze większy dystans bo jakieś 16,6 km. M0cno podbudowana wyruszyłam do Toruniu z Warszawy przez Opole i Wrocław. Nie myślałam o biegu, o trasie - jakoś dobrze było mi w tej nieświadomości. Co ma być to będzie :) Już w Toruniu zaczęły mnie dopadać pojedyncze słowa - podbiegi, Mikołaj w zeszłym roku mówił, że trasa było trudna etc... na chwilę stawałam na baczność, ale konsekwentnie wybierałam wypieranie i w knajpie koncentrowałam się na tym, co inni mają na talerzach. I miałam szczerą nadzieję, że mój stres - jak jego właścicielka - zakręci się gdzieś, zagubi właściwą drogę, zapuka nie do tych drzwi. Niestety, zapukał do mnie, ale na szczęście dopiero w niedzielę rano, więc nie bardzo miał czas, żeby się u mnie rozgościć. W towarzystwie naszych kochanych Mikołajów: Karoli, Kasi, Tomka, kibiców Wiesi i Maćka a także tysiąca innych i orkiestry dętej, nie sposób było się koncentrować na myśli, że najnormalniej w świecie się boję. Tym bardziej, że jakiś Pan przez mikrofon co jakiś czas powtarzał komunikaty (ja usłyszałam chyba dwa razy): uwaga, uwaga, na trasie będą karetki, lekarze, jak ktoś źle się poczuje proszę zejść z trasy, tym bardziej, ze trasa jest crossowa i wszystko może się zdarzyć:))) No i się zdarzyło :) Veni, vidi, vici. Biegłyśmy z Karolą razem. Albo prawdziwiej - Karola biegła ze mną - bo biegłyśmy moim tempem. Rano na śniadaniu Karola przekazała nam strategię. Grzecznie się nauczyłam, kogo bezwzględnie musimy na trasie wyprzedzić. Wykazałyśmy się ponad 100% skutecznością bo oprócz tych planowych osób wyprzedziłyśmy żonę mojego kolegi. Karola dzielnie pilnowała nam tempa i motywowała, Ilona jeszcze nie przyspieszamy, musimy mieć piękny finał. Dodam tylko, że jak przyszedł czas na przyspieszanie (ok. 20 km, bo nie mówimy o strategii, że od 15 km przyspieszamy) to ja mówiłam, Karola jeszcze nie przyspieszamy, musimy mieć piękny finał. Finał piękny był :) za ręce, na stadionie i na ostatniej prostej tuż przed wbiegnięciem na metę jeszcze
wyprzedziłyśmy kilka osób - wyglądało to trochę jakbyśmy się wpychały, ale oni zajęli całą bieżnię. To sie nazywa walka do samego końca :) Tempo miałyśmy równe _ tzn na ostatnich 5 km chyba trochę straciłyśmy, bo już brakowało mi trochę sił, ale tak 5 km - 0:31, 10 km 1:01, 15 km 1:32 no i 21 km 2:11. Przy okazji poprawiłam swój czas na 10 i 15 km :) No ale zanim ten piękny finał nastąpił to dopadł mnie piękny kryzys. Było to na 12 km biegłam dosłownie nosem ryjąc po ziemi. a wgłowie miałam wrażenie, że płyta mi się zacięła bo cały czas słyszałam: dasz radę, dasz radę, dasz radę :) Pocieszałam się też myślą o zblżającym się punkcie żywieniowym i wyobrażałam sobie pieczonego dzika :) Na trasie towarzysko się nie udzielałam, jak mijaliśmy kibiców przypominał mi się Mikołaj z pięknym uśmiechem na zdjęciach i to, co Mikołaj pisał o uśmiechaniu. Wykrzesywałam więc z siebie siły, ba a nawet jakoś przed 18 km przybiłam piątkę z jednym kolesiem :))) miłe to było i bardzo pomagało. Na trasie o życie towarzyskie dbała Karola - bo nie dość, że zna chyba wszystkich i wszyscy ją znają :) to jeszcze sobie ucinała sympatyczne pogawędki na takim luzie :)))) Ja sie ożywiłam przed 20 km - kiedy mijali nas ludzie z medalami to do nich krzyczałam, żeby uruchomili dzwoneczki :) Na mecie mnóstwo wzruszeń, popłakałam się - sama nie wiem, czy ze wzruszenia, czy z radości, że już meta :) organizacyjnie wszystko dograne - dobre jedzonko, jakoś dla wszystkich było miejsce :)) w ogóle wyjazd był rewelacyjny!!! Wspaniałe towarzystwo, samo miasto, kolacja, herbata w naszym hotelu i czar prezentów :))) Mocno się zapisał w mojej głowie i czuję, jak jeszcze buzują myśli. Nie chce mi się wracać do rzeczywistości, ale też nic na siłę :) Dobiegłam do jakieś swojej granicy, ale też otworzyły mi się nowe przestrzenie :) Jeszcze raz dzięki wielkie za tyle wzruszeń, ciepła, wspólnej zabawy i wspólny bieg!!!! ściskam Mikołajkowo!!!
wyprzedziłyśmy kilka osób - wyglądało to trochę jakbyśmy się wpychały, ale oni zajęli całą bieżnię. To sie nazywa walka do samego końca :) Tempo miałyśmy równe _ tzn na ostatnich 5 km chyba trochę straciłyśmy, bo już brakowało mi trochę sił, ale tak 5 km - 0:31, 10 km 1:01, 15 km 1:32 no i 21 km 2:11. Przy okazji poprawiłam swój czas na 10 i 15 km :) No ale zanim ten piękny finał nastąpił to dopadł mnie piękny kryzys. Było to na 12 km biegłam dosłownie nosem ryjąc po ziemi. a wgłowie miałam wrażenie, że płyta mi się zacięła bo cały czas słyszałam: dasz radę, dasz radę, dasz radę :) Pocieszałam się też myślą o zblżającym się punkcie żywieniowym i wyobrażałam sobie pieczonego dzika :) Na trasie towarzysko się nie udzielałam, jak mijaliśmy kibiców przypominał mi się Mikołaj z pięknym uśmiechem na zdjęciach i to, co Mikołaj pisał o uśmiechaniu. Wykrzesywałam więc z siebie siły, ba a nawet jakoś przed 18 km przybiłam piątkę z jednym kolesiem :))) miłe to było i bardzo pomagało. Na trasie o życie towarzyskie dbała Karola - bo nie dość, że zna chyba wszystkich i wszyscy ją znają :) to jeszcze sobie ucinała sympatyczne pogawędki na takim luzie :)))) Ja sie ożywiłam przed 20 km - kiedy mijali nas ludzie z medalami to do nich krzyczałam, żeby uruchomili dzwoneczki :) Na mecie mnóstwo wzruszeń, popłakałam się - sama nie wiem, czy ze wzruszenia, czy z radości, że już meta :) organizacyjnie wszystko dograne - dobre jedzonko, jakoś dla wszystkich było miejsce :)) w ogóle wyjazd był rewelacyjny!!! Wspaniałe towarzystwo, samo miasto, kolacja, herbata w naszym hotelu i czar prezentów :))) Mocno się zapisał w mojej głowie i czuję, jak jeszcze buzują myśli. Nie chce mi się wracać do rzeczywistości, ale też nic na siłę :) Dobiegłam do jakieś swojej granicy, ale też otworzyły mi się nowe przestrzenie :) Jeszcze raz dzięki wielkie za tyle wzruszeń, ciepła, wspólnej zabawy i wspólny bieg!!!! ściskam Mikołajkowo!!!
niedziela, 6 grudnia 2009
sobota, 5 grudnia 2009
już jutro ...
już jutro TORUŃ (a w zasadzie nawet dziś już Toruń, a jutro bieg:-) )... nie będę czarować: mam to tego półmaratonu całe morze sentymentu. W końcu to był 1szy półmaraton w życiu. i cieszę się, że biegłam go właśnie tam. Pamiętam jak Mikołaj mnie namawiał na ten bieg podczas powrotu z Poznania, i kusił opo
wiadając o wyjątkowych medalach :-) ale tak naprawdę to chyba nie medalami dałam się przekonać. Wypad z Martą i Mikołajem okazał się skutecznym oderwaniem od codzienności, i tak przyjemnie poodpoczywałam, że perspektywa kolejnego wspólnego weekendu połączonego z bieganiem, powodowała, że nie mogłam powiedzieć nie ;-) Los ma nade mną pieczę bo
coby mnie dystnas nie wykończył dał mi możliwość pobiegnięcia z Arkiem. I myślę, że w dużej mierze dzięki temu wytrwałam dystans, nie stresując się myślami typu: 'czy wogóle jeszcze ktoś za mna biegnie??'. ehhh - a finisz na stadionie - jeden z najmilej wspominanych na świecie :-) i wieczorny Toruń, udekorowany już świątecznie, pierniki, i rynek pełen biegaczy z dzwonkami ...
ale to wszystko już było. a co będzie w tym roku?? Nie będzie rodzinnego wypadu jaki mi się marzył. Szkoda. Jedziemy dużą ekipą: Ilona, Kasia, Tomek, oraz wierni kibice z aparatami: Wiesia i Maciek. Bieg ważny dla Ilony, która mierzyć się będzie z półmaratonem po raz pierwszy. dla mnie ważny bo o mało co by się nie udało: dodam tylko że moja obecnosc w Toruniu to zasługa Agnieszki, która z nami nie biegnie ale za to opiekować się będzie Ula i Jurkiem, bo się pochorowali. Wielkie Dzięki Kochana - jesteś moim św. Mikołajem w tym roku:) ). Nie wiem jak ze zdroofkiem Aliena - czy się finalnie wybierają z Gosią. Oby się wykurował.
Na mecie Adam obiecał na nas czekać :-) SUPER :) mam nadzieję, że wytrzyma dłuższą chwilę i że pogoda mu nie straszna (wg icm'u deszcz idzie jutro na caly dzień) :-)
ale to wszystko już było. a co będzie w tym roku?? Nie będzie rodzinnego wypadu jaki mi się marzył. Szkoda. Jedziemy dużą ekipą: Ilona, Kasia, Tomek, oraz wierni kibice z aparatami: Wiesia i Maciek. Bieg ważny dla Ilony, która mierzyć się będzie z półmaratonem po raz pierwszy. dla mnie ważny bo o mało co by się nie udało: dodam tylko że moja obecnosc w Toruniu to zasługa Agnieszki, która z nami nie biegnie ale za to opiekować się będzie Ula i Jurkiem, bo się pochorowali. Wielkie Dzięki Kochana - jesteś moim św. Mikołajem w tym roku:) ). Nie wiem jak ze zdroofkiem Aliena - czy się finalnie wybierają z Gosią. Oby się wykurował.
Na mecie Adam obiecał na nas czekać :-) SUPER :) mam nadzieję, że wytrzyma dłuższą chwilę i że pogoda mu nie straszna (wg icm'u deszcz idzie jutro na caly dzień) :-)
wtorek, 24 listopada 2009
dress code na Toruń :-)
halo, halo, w związku z tym, że dość liczną grupą biegaczy i kibiców ruszamy na Mikołajki do Torunia, to może warto się zastanowić w co i jak się ubieramy (bieganie, bieganiem ale ciuchy to mimo wszystko ważna rzecz - wyglądać trzeba nawet w biegu dobrze ;-) ).
po Bełchatowie można by spróbować powtórzyć mix: koszulka z Ekidena + czarne spodnie (wersja dla dziewczyn). Nie mam pomysłu na wersje dla chłopaków.
a tak przy okazji: jest trochę zdjęć z Bełchatowa w netcie:
galeria 1
galeria 2
galeria 3
tu jest sporo naszych (z finiszu Agi i Ilony): finisz dziewczyn nie umiem ich niestety ściągnąć :/
po Bełchatowie można by spróbować powtórzyć mix: koszulka z Ekidena + czarne spodnie (wersja dla dziewczyn). Nie mam pomysłu na wersje dla chłopaków.
a tak przy okazji: jest trochę zdjęć z Bełchatowa w netcie:
galeria 1
galeria 2
galeria 3
tu jest sporo naszych (z finiszu Agi i Ilony): finisz dziewczyn nie umiem ich niestety ściągnąć :/
piątek, 28 sierpnia 2009
Półmaraton św. Mikołajów
Do 31 sierpnia najniższa opłata za Półmaraton św. Mikołajów:
Bieg tradycyjnie: 6 grudnia (niedziela), w Toruniu . Z Kasią się już zapisałyśmy :-)
dla przypomnienia na zdjęciu jak było fajnie rok temu -->
Subskrybuj:
Posty (Atom)
