... Jutrzenki blask duszkiem pić...
Od powrotu znad morza staczam rano cięzkie boje żeby wstać rano biegać i... przegrywam :-(
Proszę o złote rady motywujace do biegania rano bo wieczorem czasu i sił juz często nie starcza. Psia krew...
wtorek, 5 maja 2009
poniedziałek, 4 maja 2009
w poszukiwaniu kamiennych schodków
Właśnie wróciłam z weekendu, który nieoczekiwanie przyszło mi spedzić na Warmi, nad jeziorem, w lesie. W sobotę zrobilam sobie 7 km po żużlowej, więc nazbyt pylącej drodze przez las. Natomiast na niedzielny trening wybrałam schodki namierzone poprzedniego dnia z perspektywy łódki. Owe schodki prowadzą z jakiegoś domku nad jezioro, są murowane i dość równe no i wyglądają bajkowo, ale najważniejsze, że jest ich 125 stopni, wystarczająco żeby na górze mieć niezłą zadyszkę, a z powrotem trochę czasu na odpoczynek. Zrobiłam 7 przebieżek góra-dół, a dziś chodzę jakbym z konia właśnie zsiadła czyli na wpół w rozkroku, na wpół w przysiadzie :)))
Niemniej, marzę o takich schodkach gdzieś w okolicy.
Niemniej, marzę o takich schodkach gdzieś w okolicy.
czwartek, 30 kwietnia 2009
promocja biegania w parach :-)
Pod Warszawa, w Kampinosie (Truskaw) jest organizowany Bieg Truskawki - w niedzielę 31 maja. Druga edycja. Rok temu byly truskawkowe medale - takich jeszcze nie mamy :-)))

Dystnas - 10 km - czyli w zasięgu nas wszystkich. A dlaczego zwróciłam uwagę na ten akurat bieg? Otóż opłata startowa w przypadku zgłaszanej pary wynosi 12 zł za parę łącznie (czyli tyle samo co za indywidualną osobę). Promują bieganie w parach jako zdrową i niezwykle sympatyczną formę aktywnego zacieśniania więzi międzyludzkich. hihihi. Pary mają też oddzielna klasyfikację, uwaga cytuje zapisy z regulaminu: "Kategoria główna (pary): Do biegu mogą zgłaszać się pary mieszane (kobieta i mężczyzna). Każda para tworzy zespół,który biegnie razem. W czasie biegu dopuszczalna jest różnego rodzaju pomoc w biegu partnerowi: trzymanie się za ręce, noszenie na barana itp. Czasem biegu odnotowanym na mecie jest czas dotarcia drugiej osoby z zespołu, a dystans w czasie biegu między partnerami nie powinien przekraczać 10 m. Linię mety zawodnicy biegnący w zespole mogą przekraczać razem, trzymając się za ręce."
Bym się wybrała - chętnie w parze jakieś. po taniości wtedy będzie :-) Ktoś jeszcze chętny? Więcej szczegółów tutaj: II Bieg Truskawki
środa, 29 kwietnia 2009
królikarnia przed zmrokiem
wybieram się dzis do królikarni na 10x podbieg pod górkę, tak koło 19stej. Jesli ktos ma ochotę dołączyć zapraszam. Zmianiłam porę biegania na wcześniejszą.
Po ost bieganiu tamże w okolicach 22szej, gdzie na każdej ławce siedziały wtulone w siebie pary - postanowiłam biegać w tym miejscu albo za dnia albo wcale. Nie dość, że człowiek musi biegać, to jeszcze jakoś tak było mi trochę smutno, że biegam sama a oni tam... wiadomo co ;-) motyle w brzuchu i takie tam. a ja tylko biegam, i motyl mi żaden nawet nad głową o tej porze dnia nie lata :P ehhh, życie ....
Po ost bieganiu tamże w okolicach 22szej, gdzie na każdej ławce siedziały wtulone w siebie pary - postanowiłam biegać w tym miejscu albo za dnia albo wcale. Nie dość, że człowiek musi biegać, to jeszcze jakoś tak było mi trochę smutno, że biegam sama a oni tam... wiadomo co ;-) motyle w brzuchu i takie tam. a ja tylko biegam, i motyl mi żaden nawet nad głową o tej porze dnia nie lata :P ehhh, życie ....
Dyplom praski
Dziś w skrzynce znalazłem kopertę, w której był dyplom za Pragę i płytka z wynikami.
Więc pewnie niedługo resztę osób biegających w Pradze także czeka ta przyjemność.
Więc pewnie niedługo resztę osób biegających w Pradze także czeka ta przyjemność.
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
długie wybiegania i takie tam
Chcialabym spróbować raz w tygodniu, najchętniej w weekend robić dłuższe bieganko; tak min 2 godz, jakby się udało do 3. Bez nastawiania się na kilometry, wolnym tempem, na niskim tętnie .Może ktoś miałby ochotę dołączyć? bo przy takim dluższym bieganiu najszybciej czas płynie jak się ma towarzystwo. inaczej idzie zwariować ;-)
Dziś udało się z Arkiem pobiegać 2 godz. Nie ukrywam - czuję zmęczenie. Ale było warto. I wiem, że na taki czas to picie jakieś warto mieć z sobą, bo z lekka suszyło mnie pod koniec ;-)
Do plusów takiego długiego biegania dodaję ilość spalanych kalorii - wyszlo prawie 1000 !
Robię sobie statystyki (przyznaje się, niech będzie;) ) w tabelce excelowej, i przez ost 5 tyg średnio biegałam 45 km na tydzień. To dużo więcej niż wcześniej. I fajnie byłoby to utrzymać i nie dać się leniowi, który co i rusz się zakrada znienacka :-) i kusi :P
w poszukiwaniu motywacji
Jak juz pisałam, smutno i nudno mi sie rano biega i nie zawsze starcza mi motywacji, żeby wyjść rano do lasu. Z tego i innych powodów postanowiłam zmienić poranne treningi w HIIT (High Intensity Interval Training), który jest niczym innym jak naszymi tlenówkami, no może z krótszymi przerwami na spadek tętna.
Zrobiłam dziś 10 min rozgrzewki i 10 interwałów: 15 sek bardzo szybkiego biegu i 45-60 sek truchtu (własnie troszkę za długie te truchty, ale siły nie miałam).
Nastawiam sie na następujące rezultaty:
- spalanie sadełka (taki trening podobno czyni cuda, z tym że spalanie odbywa sie glównie po treningu)
- zwiększenie wydolności
- oswojenie się z bieganiem na wysokim tętnie, bo na razie na "zawodach" wpadam w panikę jak łapię zadyszkę i mam ochotę stanąć, albo się najlepiej położyć, a zauważyłam, że sprinterzy na tych naszych biegach sapią, zieją, charczą i dalej zapier.....
Poza tym niewątpliwym plusem jest oszczędność czasu, bo taki trening trwa 25-30 min. Oczywiście mam w planie również dłuższe bieganie, ale chyba wrócę do biegania w towarzystwie dystansów na wiecej niż 40 min.
Zrobiłam dziś 10 min rozgrzewki i 10 interwałów: 15 sek bardzo szybkiego biegu i 45-60 sek truchtu (własnie troszkę za długie te truchty, ale siły nie miałam).
Nastawiam sie na następujące rezultaty:
- spalanie sadełka (taki trening podobno czyni cuda, z tym że spalanie odbywa sie glównie po treningu)
- zwiększenie wydolności
- oswojenie się z bieganiem na wysokim tętnie, bo na razie na "zawodach" wpadam w panikę jak łapię zadyszkę i mam ochotę stanąć, albo się najlepiej położyć, a zauważyłam, że sprinterzy na tych naszych biegach sapią, zieją, charczą i dalej zapier.....
Poza tym niewątpliwym plusem jest oszczędność czasu, bo taki trening trwa 25-30 min. Oczywiście mam w planie również dłuższe bieganie, ale chyba wrócę do biegania w towarzystwie dystansów na wiecej niż 40 min.
Piątka z Pucharu Maratonu zaliczona
Szefowa kazała relację zaraz po biegu napisać, a mi się dzisiaj przypomniało.
Ekipa: Karol, Edzia, Jurek, Jacek "Ciacho" i Ula jako nieustraszona fotoreporterka.
Przypadkowo napotkani: Bartek z Karoli pracy i mój kolega nie wiadomo skąd :)))
Dystans: 5000 m, z tym że do mety było 5400 m :))
Czas: mój jakieś 28 min/5000, Cała reszta ekipy lepsza (tradycyjnie zamiatam ogony)
Atmosfera: bardzo fajna, pakiet regeneracyjny po.
Zachęcam wszystkich do udziału w nastepnych biegach, nastepny na 10 km. już 30 maja.
(Szefowo ładnie napisałam ?:))
Ekipa: Karol, Edzia, Jurek, Jacek "Ciacho" i Ula jako nieustraszona fotoreporterka.
Przypadkowo napotkani: Bartek z Karoli pracy i mój kolega nie wiadomo skąd :)))
Dystans: 5000 m, z tym że do mety było 5400 m :))
Czas: mój jakieś 28 min/5000, Cała reszta ekipy lepsza (tradycyjnie zamiatam ogony)
Atmosfera: bardzo fajna, pakiet regeneracyjny po.
Zachęcam wszystkich do udziału w nastepnych biegach, nastepny na 10 km. już 30 maja.
(Szefowo ładnie napisałam ?:))
niedziela, 26 kwietnia 2009
W ramach wieczornych rozrywek pobiegłem sobie wzdłuż Wisły i przez lasy. Nie za szybko oczywiście, po wgraniu trasy zauważyłem jak zmienia się profil trasy (odległość/szybkość) gdy biegnie się przez las - GPS nie lubi drzew ;)
Macie jakieś sposoby na psy, które nie są na smyczy ? Mój to skierowanie czołówki prosto w ślepia, ale i tak adrenalina skacze.
https://sportstracker.nokia.com/nts/workoutdetail/index.do?id=916842
Macie jakieś sposoby na psy, które nie są na smyczy ? Mój to skierowanie czołówki prosto w ślepia, ale i tak adrenalina skacze.
https://sportstracker.nokia.com/nts/workoutdetail/index.do?id=916842
piątek, 24 kwietnia 2009
wreszcie!!
znalazlam w skrzynce na listy medal z Poznania. Czy do reszty też dotarł już? czekamy jeszcze na nagrody specjalne od sponsorów (ciekawe co to bedzie??) bo jakimś trafem wszystkie 4 znalazłysmy sie w grupie szczęśliwców :-)
btw jutro puchar maratonu w Skaryszaku. Ktoś biegnie może? pewnie będę razem z dziećmi. Start jest o 11:00, rejestracja od 9:00.
aha - bo bym zapomniała, a przecież to mega ważny nius: wczoraj ok. południa Agnieszka stanęła na szczycie Island Peak'u w Himalayach!!! :-))
btw jutro puchar maratonu w Skaryszaku. Ktoś biegnie może? pewnie będę razem z dziećmi. Start jest o 11:00, rejestracja od 9:00.
aha - bo bym zapomniała, a przecież to mega ważny nius: wczoraj ok. południa Agnieszka stanęła na szczycie Island Peak'u w Himalayach!!! :-))
czwartek, 23 kwietnia 2009
spotkania z przyrodą, cz. 2: jeleń
Cos mi tak zaszeleściło w zaroślach jak biegłam przez miedzę na 6-tym kilometrze i nagle wyskoczyła mi parka : sarenka z jeleniem! Sarenka szybko się upłynniła ale widać ze jeleniowi musiałam wpaść w oko bo towarzyszył mi (w bezpiecznej odległości kilku metrów) przez dobre 5 minut!
Tylko tempa nie mogliśmy zgrać: na moje 20 kroków on robił jakieś 3. Potem stanął, oblookał mnie z góry na dół i zwiał w zarośla. Jeszcze coś tam sapnął ze wolno biegam czy coś i tyle go widziałam.
Wnioski ze spotkania:
- jelenie biegają maratony tempem sprinterskim
- jelenie sa bardziej towarzyskie niż sarny
- na następną przebiezkę w tamte rejony zabieram aparat (bo przeciez nikt mi nie uwierzył ze spotkałam jelenia, nie?)
Tylko tempa nie mogliśmy zgrać: na moje 20 kroków on robił jakieś 3. Potem stanął, oblookał mnie z góry na dół i zwiał w zarośla. Jeszcze coś tam sapnął ze wolno biegam czy coś i tyle go widziałam.
Wnioski ze spotkania:
- jelenie biegają maratony tempem sprinterskim
- jelenie sa bardziej towarzyskie niż sarny
- na następną przebiezkę w tamte rejony zabieram aparat (bo przeciez nikt mi nie uwierzył ze spotkałam jelenia, nie?)
środa, 22 kwietnia 2009
boblingen
60 min biegania w towarzystwie Bartka i Tomka w przemyslowej okolicy pomiedzy magazynami Mercedesa.
8km zrobione+rozciąganko przed hotelem:)
8km zrobione+rozciąganko przed hotelem:)
wtorek, 21 kwietnia 2009
80% Korony Maratonów Polskich - cd w 2010 roku
Kolejny maraton ukończony! Chociaż sprawdziłem empirycznie, że przebiegnięcie maratonu bez przygotowania nie jest łatwe ;-)Mój czas: 3:58:21 (netto). Miejsce: 511 na 751.
157 miejsce w kategorii wiekowej. Trzecie (!!!) miejsce w kategorii Mikołajów ;-)
Mimo lekkiej zajezdni o tym maratonie mogę się wypowiadać tylko w superlatywach. Organizacja wzorowa: wydawanie numerów błyskawiczne (chociaż uczestników mało, więc nie było to trudne), na pasta party ledwo co zjadłem porcję, świetnie zaopatrzone stoiska ze sprzętem sportowym (kupiłem buty i spodenki), po biegu nie zabrakło medali ;) , był ciepły, pożywny posiłek, spory pakiet regeneracyjny (z piwem Żubr).
Sama trasa składała się z trzech pętli po ok. 14 kilometrów każda. Nie wiedziałem czy nie będzie to deprymujące, ale okazało się w porządku. Dystans był oznaczony co kilometr, więc w odległości mniej więcej 50 metrów od siebie, co jakiś czas, stały tabliczki 3km, 17km, 31km. Pierwsze okrążenie biegłem luźno, więc te kolejne nie przeszkadzały. Na drugim okrążeniu (mniej więcej w połowie) już było trochę sztywno, ale myślałem sobie, że jak następnym razem tu będę to będzie np. już tylko 6 kilometrów do mety. Od 29 kilometra już uprawiałem "bieg do punktu żywieniowego", przy którym piłem albo jadłem idąc szybkim spacerem. A punkty były co ok. 2,5 kilometra, więc mobilizowało do biegnięcia bez postojów. Jeszcze chyba mi nigdy tak bardzo nie smakowały banany i pomarańcze jak na ostatnich dwóch punktach :-)
Skoro o punkach, to były obsługiwane przez dzieciaki, które podchodziły do swoich obowiązków z bardzo dużym entuzjazmem.
Trasa były w miarę płaska. Było kilka miłych zbiegów, a co ciekawe podbiegów nie pamiętam, więc musiały być bardzo delikatne. Biegliśmy przez Dębno i dwa małe miasteczka Dargomyśl i Cychry. Przy trasie było mnóstwo rodzin cały czas gorąco dopingujących a na ostatnim kółku zapraszających na przyszłoroczny maraton.
Przy "okrągłych kamieniach milowych" (5, 10, 15km...) stał zegar, więc nawet jak ktoś zapomniał zegarka (tak jak ja ;) to mógł kontrolować tempo.
Na takich kółkach trzeba się liczyć z dublowaniem. Pierwszy minął mnie już na moim 22 kilometrze! Ale potem jeszcze tylko ok. siedmiu.
Jedyną wadą jest spora odległość od Warszawy...
Muszę powiedzieć, że Dębno wskoczyło na pierwsze miejsce w klasyfikacji maratonów polskich, w których brałem udział.
Niestety już w sobotę rano bolało mnie gardło a w niedzielę wieczorem przerodziło się w jakieś mocne przeziębienie. Teraz leżę i się leczę. Między innymi dlatego Cracovia maraton odpuszczam. Poza tym bolą mnie stawy (kolana i kostki) i mięśnie trochę, i boję się, żeby mi się nie wdała jakaś kontuzja albo stan zapalny. A bieganie tydzień po tygodniu raczej w tym nie pomoże.
No i będzie okazja lepiej (albo nawet w ogóle) się przygotować.
biegata czy nie biegata??
Kochani co taka cisza, nikt nic nie raportuje, Miki nie chwali się wynikami w Dębnie, Karola nie zagrzewa do boju ???
Ja sobie dziś 50 min pobiegałam, ale jak szybko nie znajdę jakiegoś sąsiada do rannego biegania to zwariuję, albo co gorsza zarzucę to całe bieganie, bo sam na sam z sobą samą to masakra jakaś jest. Żebym chociaż widziała się od tyłu to może widok pracujących w pocie pośladków własnych by mnie choć trochę mobilizował, a tak.... ech szkoda gadać.
Ja sobie dziś 50 min pobiegałam, ale jak szybko nie znajdę jakiegoś sąsiada do rannego biegania to zwariuję, albo co gorsza zarzucę to całe bieganie, bo sam na sam z sobą samą to masakra jakaś jest. Żebym chociaż widziała się od tyłu to może widok pracujących w pocie pośladków własnych by mnie choć trochę mobilizował, a tak.... ech szkoda gadać.
niedziela, 19 kwietnia 2009
Pechowy Skaryszak
Zapowiadało się miło, lecz nie będę miała miłych wspomnień po dzisiejszym biegu. Na wstępie autopręgierz: dobrze mi tak za 0 (słownie: zero) treningu od powrotu z Pragi. Co prawda udało mi się przebiec dyszkę, ale w czasie lepszym od poznańskiej Maniackiej Dziesiątki jedynie o niecałe 30 sekund (54:23)... Z tej okazji znalazłam klub dla siebie: Bez Formy. Na szczęście Karola użyczyła mi polarową zabawkę, więc łatwiej mi będzie się zmotywować do treningu :)
A propos, cieszcie się kochani, że nie zostaliście pooglądać tzw. celebracji na zakończenie. Kobiety przegrały, ale na scenę zostali wyciągnięci panowie, kazano im klękać na czworaka, a kobiety deptały po ich plecach brudnymi butami... no comment.
KOREKTA: Podali ostateczne czasy. 10km w 00:54:45, o 4 sekundy lepiej niż w Poznaniu. No coż... jak życiówka, to życiówka...
A propos, cieszcie się kochani, że nie zostaliście pooglądać tzw. celebracji na zakończenie. Kobiety przegrały, ale na scenę zostali wyciągnięci panowie, kazano im klękać na czworaka, a kobiety deptały po ich plecach brudnymi butami... no comment.
KOREKTA: Podali ostateczne czasy. 10km w 00:54:45, o 4 sekundy lepiej niż w Poznaniu. No coż... jak życiówka, to życiówka...
i po weekendowym bieganiu
Miki wraca z Dębna a tymczasem ....
dzisiejsze bieganie Nike'a pod haslem "on czy Ona"już za nami. nie wiem kto wygral ;) my czy oni??:P ale to chyba mało ważne...
biegało się super! bez pośpiechu, nerwów, na luzie. towarzysko impreza sympatyczna! Fani, kibice i fotoreporterzy prywatni jak zwykle dopisali! Ala, Ciacho, Jerzyk - dzięki wielkie! nie mówiąc już o biegaczach (była nas niezła ekipa) !! :-) ale mamy dobrze, co?? jeszcze gdyby sprzęt do robienia zdjęć działał wogóle byłoby super:/ mea culpa
pogoda rewelacyjna - trochę tylko lipa z tymi koszulkami nike'owymi - trudno:/ więcej się nabrać nie damy :P nadrobiliśmy odbierając 1 zestaw więcej na Jurka wczorajszy chip z zoo;) hihihi
zdjęcia wrzuciłam na picassę.
dzisiejsze bieganie Nike'a pod haslem "on czy Ona"już za nami. nie wiem kto wygral ;) my czy oni??:P ale to chyba mało ważne...
biegało się super! bez pośpiechu, nerwów, na luzie. towarzysko impreza sympatyczna! Fani, kibice i fotoreporterzy prywatni jak zwykle dopisali! Ala, Ciacho, Jerzyk - dzięki wielkie! nie mówiąc już o biegaczach (była nas niezła ekipa) !! :-) ale mamy dobrze, co?? jeszcze gdyby sprzęt do robienia zdjęć działał wogóle byłoby super:/ mea culpa
pogoda rewelacyjna - trochę tylko lipa z tymi koszulkami nike'owymi - trudno:/ więcej się nabrać nie damy :P nadrobiliśmy odbierając 1 zestaw więcej na Jurka wczorajszy chip z zoo;) hihihi
zdjęcia wrzuciłam na picassę.
sobota, 18 kwietnia 2009
Przed biegiem
bieg w ZOO
w strugach deszczu, po kałużach, zrobiliśmy dziś 10 km łapiąc się przy okazji na całkiem fajne koszulki reeboka, oraz medale. A jakże!Janek jako pierwszy przekroczył linie mety, za nim Jerzyk, a zaraz potem (czyli 6 min;-) później) Edit i Karola.
Grześ i Krzyś, nie zważając na pogodę - wykazywali się w rolach fotoreporterów - dzięki wielkie! Jerzyk robił za gwiazdę medialną na mecie próbując ukryć czemu jest taki niski jak na szestanstolatka.
Po biegu udało sie spotkać znajomych z Lanej Maryśki, i nie tylko. Miła niespodzianka! :-)
Teraz bolą nogi - nie wiem jak jutro będę w Skaryszaku przebierać nogami:/
Edit - w ramach podsumowania: śr tempo 6:20 min/km, śr prędkość 9,5 km/godz. Tak wogóle to super było wbiec na metę za ręce :-)
zdjęcia z biegu - niewiele ale zawsze :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

